Strona
ta jest moją własną inicjatywą - piszę tu po to, by podzielić
się przemyśleniami i przeżyciami. Chciałabym też trafić do ludzi
(kobiet?) podobnych do mnie - które borykają się z podobnymi problemami.
Mówię tu o dyskryminacji ludzi grubych - kobiet w szczególności
- bowiem to od nich "wymaga się" (kto wymaga?) szczególnej
dbałości o swoje ciało. Jako płci pięknej - "piękną"
(skąd kanony?) nie będącej - odbiera się nam wiele praw.
Ta
dyskryminacja często przybiera bardzo ukryte formy i jest wręcz
niezauważalna dla przeciętnego człowieka. Jednak homofobia, seksizm
czy antysemityzm doczekały się swego "poważnego rozpatrzenia".
Mówienie o dyskryminacji grubych - wywołuje śmiech.
Nie
chcę tworzyć tej strony, by "oświecać" masy. Oświećmy
się sami - jak to ktoś mądry powiedział. Moim zamierzeniem było
stworzenie czegoś w rodzaju grupy wsparcia dla grubych kobiet
i dziewczyn - pewno dlatego, że sama takiej grupy bardzo potrzebuję.
Do
czego doszłam żyjąc 25 (prawie 26...) lat jako gruba baba? Na
przykład do tego, że nie można się całe życie odchudzać. I że
wszystkie próby - często robiące wielkie "wrażenie"
na moim otoczeniu - nie wyszły mi na dobre. Możliwe że gdybym
nigdy się nie odchudzała - dziś ważyłabym 20 kg mniej. Choć tego
nigdy nie można być pewnym. Więc zdecydowałam - NIE CHCĘ się odchudzać
już wcale. I zastanawiam się, dlaczego myślę, że nie mogę być
szczęśliwa - będąc grubą?
POCZUCIE
WINY. Dlaczego moje poczucie winy jest tak ogromne? Czemu mnie
przygniata do ziemi, dlaczego pod jego wpływem się garbię, przemykam
pod ścianami, kulę się, by tylko wydać się mniejszą, niż jestem?
Czy powinnam się czuć bardziej winna niż większość ludzi?
O grubych
mówi się, że nie mają silnej woli. Że jeśli chcieliby - to by
schudli. Nikt nie wie, że schudnąć udaje się 2% ludzi. I nie wiem,
w jaki sposób można "obliczyć" czy "sprawdzić"
poziom silnej woli u kogokolwiek. Za to wiem, że życie z nadwagą
wymagało ode mnie wielkiego wysiłku woli - by żyć i PRZEŻYĆ. By
wstawać rano i wychodzić z domu. By się uśmiechać i funkcjonować
z poczuciem winy, z brakiem akceptacji i pozornym (choć wcale
pozorny się nie wydawał!) brakiem perspektyw. Kiedy głosy o braku
zrozumienia czy nieakceptacji dopadały mnie zewsząd - od najbliższych
aż po zupełnie obcych ludzi: bezdomnych, starych pijaków, dzieci,
miłych pań w sklepie, koleżanek i kolegów w szkole, nauczycieli,
lekarzy, sąsiadek, cioć, wujków itd... Przeżyłam to wszystko.
Nie załamałam się. Staram się siebie kochać. Uśmiecham się. I
wierzę, że jeśli chcę - to mogę być tylko szczęśliwsza. Więc -
rozpatrując powyższe - zarzuty o braku silnej woli odrzucam.
Tworzę
tę stronę, bo nie mogę znaleźć siebie na innych portalach mówiących
o tym problemie. Ja chciałabym sobie pomóc rozwijając się - poprzez
pogłębianie swojej świadomości kulturowej, społecznej. Poprzez
coraz lepszą wiedzę na swój temat. Zbyt niewiele wiem jeszcze
o feminizmie, by feministką się nazwać, ale wiele z postulatów
feministycznych do mnie trafiło, odnajduję w nich przyczynę kilku
(ale nie wszystkich) swoich problemów - szczególnie jeśli chodzi
o problemy z wyglądem. Patriarchat, nadużywanie władzy, upośledzona
demokracja - są przyczyną dyskryminacji. Lubimy mieć władzę, lubimy
jej nadużywać, lubimy czuć się lepsi w wielu dziedzinach. Jeśli
czujemy się obiektem dyskryminacji, dobrze jest zastanowić się,
czy sami kogoś nie dyskryminujemy. Ale to długi, pojemny temat.
Radzę
sobie coraz lepiej z tym, jak wyglądam, od kiedy poznaję mechanizmy
społeczne, kiedy lepiej poznaję też siebie, swoje potrzeby, poglądy,
cechy osobowości. Kiedy widzę choć częściowo (pewno w małej części),
jak jestem manipulowana, jak wiele rzeczy jest mi wmawianych,
jak połykam cudze poglądy bez mrugnięcia okiem, popijając coca-colą.
Mój rozwój i radzenie sobie z problemem wyglądu to przesuwanie
przymiotnika: "gruba" z miejsca pierwszego na liście
rzeczy mnie określających na miejsce jednej ze składowych kolejnej
składowej. Nie chcę spojrzeć na to, jak wyglądam - inaczej, lepiej.
Chcę wyjść z opozycji zła gruba - dobra gruba. Chcę mówić - nieważne,
że gruba. Ważne, że człowiek. To, że jestem gruba, niewiele mówi
o mnie jako o człowieku. To tylko efekt uboczny - czego? Chyba
jeszcze nikt nie zna na to odpowiedzi. Może każdy powinien znaleźć
swoją.
Zastanawiam
się, czy powinnam napisać jeszcze jedno zdanie - czy nie zranię
kogoś, czy właśnie sama nie zacznę kogoś dyskryminować. Jednak
mam wrażenie, że to jest ważne. Jest różnica między ludźmi "grubymi
od zawsze" a tymi, którzy przytyli dopiero wskutek starzenia
się i zmian w metabolizmie. To są ludzie, którzy walczyć ze stereotypami
zaczęli, kiedy już byli dorośli, ukształtowani - ba, mieli sporą
część życia za sobą. Człowiek gruby od zawsze wyrasta w tym problemie
i staje się on nieodłącznym (niestety...) elementem jego tożsamości.
Tak więc - choć zapraszam wszystkich - kładę nacisk na takich
właśnie ludzi jako na odbiorców tych treści. Wiele dodatkowych
informacji ale i rozszerzenie poruszonych w tym wstępie kwestii
znajdziecie w "obserwacjach". Zapraszam.
Jednak bardzo bym nie chciała tworzyć sama tej strony. Wszelkie
Wasze wypowiedzi, historie, zwierzenia - będę umieszczać, jeśli
tylko prześlecie mi to w formie mailowej. Im więcej różnych wypowiedzi,
tym ciekawiej i szerzej, i tym łatwiej chyba, dojść do prawdy.
Bo komu zależy na kłamstwie?